Instrukcja parzenia herbaty (bez słodzenia) – felieton Laury Aleksandry Okrój

Share

Na tyłach busa żulki zerują browary, jedzie też matka z dzieckiem, mały podkręca decybele. Staram się być cicha i niewidzialna jak ninja, więc puszczam coś na słuchawkach, bujam się w rytm dziur na drodze i wyglądam zza okna na tereny doszczętnie zurbanizowane.

Poniedziałek… no comment.

felieton - instrukcja parzenia herbatyWtorek! O 6:55, specjalnie dla mnie, Dubbers rozpoczyna tupankę: “Every day I see my dream…”. Najchętniej wyrzuciłabym telefon przez okno, ale jest za daleko. Kiedy mam za sobą hipotermiczny wstrząs po zrzuceniu kołdry, myju-myju – zaliczone, a wypita do połowy herbatka (jako śniadanie) marznie na stole, BIEGNĘ na przystanek (co oznacza, że poranny jogging mam już z głowy).

Wsiadając z rana do autobusu (w słoneczne dni) należy pamiętać, by zająć miejsce po przeciwległej stronie od wejścia, dlaczego? Może dlatego, by nie uprażyć się w słońcu jak popcorn, usmażyć jak jajo, bądź zagrzać jak parówka w garnku (nadal jestem głodna), bo chociaż lubię pomruczeć pod nosem “I’m walking on sunshine, łooo”, to w tym wypadku wolę pójść na solarium i opalić się równomiernie, nie tylko z profilu.

Wchodzę do szkoły, dzwonię dzwonkiem, czuję się jakbym szła do cioci na imieniny… Drzwi się otwierają… jest i “Ciocia”! Nawet “coś” dla Niej mam – pokazuję legitymację, wpuszcza mnie do środka, jeszcze trochę pusto na korytarzu, ale impreza dopiero się rozkręca. Schodzę do szatni, widzę Panią szatniarkę: “Dzień dobry, można się powiesić?”, nie ma to jak optymistycznie rozpocząć dzień…

Jednak w myśl popularnego nadruku na kubkach “w szkole daję z siebie 100%”

– 10% na preorientacji zawodowej

– 45% na polskim

– 30% na angielskim (hello from the other siiiiiideeeeeee)

– 10% na przyrodzie

– 5% na matmie (jak mam dobry dzień)

Jest też kilka “trudnych spraw”, które irytują, np. w damskich toaletach często nie ma mydła, doprowadziło to do tego, że niektórzy noszą SWOJE mydło. Nie wystarczy, że przynoszę ze sobą wiedzę, książki i ciasteczka?

Zamknięta biblioteka. Jakiś urzędnik stwierdził, że Kowalskiemu z 2f biblioteka będzie potrzebna tylko w poszczególne godziny! Absurd, “sory, taki mamy klimat”, ale w owej sytuacji nawet ten tekst przestaje śmieszyć.

Bądź zakaz ładowania telefonu w szkole, wiem, że jest to karalne, nielegalne i ogólnie “be”, ale jak wiadomo, zakazany owoc ładuje najlepiej.

Szkoła jest moim drugim domem, jednak w LO 8 uczniowie mają areszt domowy. Długa przerwa jest jedynym momentem pomiędzy lekcjami, gdy można wyjść, zjeść kebaba (przypominam że nie mamy sklepiku szkolnego), zapalić… tzn. ROZPALIĆ!!! nasz zapał do dalszej nauki!!! (nom).

W końcu, niczym “Statek pijany”, zrywam się z lin i pełna werwy wypływam na ulicę. Stojąc na przystanku gapię się na ludzi, żuję gumę, rozważam nad życiem i nad tym, dlaczego chodniki są takie zaminowane. Moja spóźniona limuzyna w końcu dociera na miejsce, w środku zapewne czeka na mnie kieliszek szampana i przyciemnione szyby, jednak nie. Sorki, pomyliłam filmy.

W autobusie tłok, ktoś mi chucha na kark, chyba od tygodnia nie mył zębów. Jakiś facet zasnął i przyssał się do szyby, obok lasia, co ma sztuczne rzęsy, gęste jak lasy deszczowe, nawija przez iPhona, obawiam się, że ma darmówki, więc szybko się nie skończy ta rozmowa. Jakaś babcia szuka miejsca, dziarsko się przeciska, gdyby miała jeszcze zęby pewnie ludzi by pogryzła. Na tyłach busa żulki zerują browary, jedzie też matka z dzieckiem, mały podkręca decybele. Staram się być cicha i niewidzialna jak ninja, więc puszczam coś na słuchawkach, bujam się w rytm dziur na drodze i wyglądam zza okna na tereny doszczętnie zurbanizowane.

Pocieszam się faktem, że w domu czeka na mnie mój ukochany, lek na wszystko – łóżko (<3), ale zanim spocznę czeka na mnie “papierkowa robota”. Czas mknie jak Struś Pędziwiatr, moje NAJLEPSZE LATA ŻYCIA przesiaduję nad książkami lub przesypiam, a poczucie zmarnowanego czasu muszę ignorować w myśl zasad, których nie wyznaję i norm, które mi powiewają, dostosować się, ale jak rapował Łona “to nic nie znaczy, to o niczym nie świadczy”.

L.A.Z.O. Laura Aleksandra Okrój, VIII LO Szczecin

[ad name=”HTML”]

Zobacz także opowiadanie „Kamienny Anioł” Agaty Dzieleckiej
kamienny anioł opowiadanie

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *