Fejm – czyli co jest dla nas dzisiaj ważne?

Share

Internet zrewolucjonizował społeczeństwo. Całkowicie zmienił nasze postrzeganie pewnych spraw, wszystko uprościł i paradoksalnie skomplikował. Jego dynamiczne wejście w nasze życie stworzyło wiele możliwości, łatwy dostęp do każdej treści, a także podzieliło pokolenia.

Kiedyś w kilkanaście lat świat nie zmieniał się tak drastycznie. Teraz między kolejnymi pokoleniami widać coraz większy rozdźwięk. Nasi dziadkowie z trudnością obsługują telefon komórkowy, już rodzice nie nadążają za pojawiającymi się nowinkami technologicznymi i trendami, a niedługo młodsze rodzeństwo uzna, że teraźniejszy szesnasto – siedemnasto-latek jest kompletnie zacofany. Zjawiska, które bez Internetu nie miałyby racji bytu, potrafią być zarówno pozytywne, jak i negatywne. Szeroki dostęp do wiedzy, łatwy kontakt, szybka komunikacja, a z drugiej strony treści nieprzeznaczone dla wszystkich oczu, cyberprzemoc czy uzależnienia. W tym artykule pochylimy się jednak nad fejmem, czyli tym, co dla współczesnego nastolatka nabrało ogromnego znaczenia.

Co to jest fejm?

Fame –z angielskiego sława, rozgłos, fama. Fejmem potocznie określana jest osoba znana z Internetu, mająca wiele polubień i udostępnień swoich treści, najczęściej publikująca zdjęcia czy filmiki na Facebooku, Instagramie lub Snapchacie. Wybijając się w mediach społecznościowych, które dają ku temu największą możliwość, zyskuje rozgłos wizerunkiem, pokazując urodę, modne ubrania i trzymając rękę na pulsie w kwestii najnowszych trendów, rozpowszechniając je dalej swoim odbiorcom.

Dla współczesnej młodzieży social media stały się wyznacznikiem popularności, urosły do rangi określenia tego co jest „ fajne” a co już dawno passé. To tutaj poznaje się znajomych, czerpie inspiracje jeśli chodzi o wygląd i styl życia, poznając to przez innych ludzi, którzy promują jakąś subkulturę lub trend. Istnieją setki tysięcy grup zamkniętych i otwartych, zrzeszające młodzież o danych zainteresowaniach, kanonie urodowym, poglądach a nawet orientacji seksualnej. Za każdą taką grupą czy profilem stoi osoba brana przez odbiorców za autorytet w danej kwestii, nawet jeśli nie znają jej w realnym życiu i wiedzą jedynie to, co sama udostępniła w Internecie ( oczywiście pod „ jedynie to” mogą kryć się zarówno podstawowe informacje, jak i całe życie prywatne). Jak jednak urosnąć do rangi autorytetu w danej dziedzinie, stać się dla szarych użytkowników portali społecznościowych znaną i cenioną osobistością, rozpoznawalną przez setki tysięcy osób z całego świata?

Na to pytanie właśnie odpowiada fejm. Ilość znajomych, obserwujących, lajków i udostępnień krok po kroku wznosi ku upragnionej sławie. Lecz żeby to osiągnąć, trzeba się gdzieś wybić. Pozwalają na to grupy, do których w dziesiątkach czy setkach tysięcy dołączają nastolatkowie potrzebujący oryginalności, wypromowania i uwagi odbiorców. Powstają też specjalne aplikacje, gdzie można zdobywać polubienia, lajkując innym zdjęcia. Dostajemy wtedy wirtualne monety, za które kupujemy sobie lajki. Dodatkowo nasze zdjęcia pojawiają się innym użytkownikom tej aplikacji, którzy chcąc zarobić, lubią nasze zdjęcia. Oczywiście takie monety można również kupić przelewem za realne pieniądze. Przeciętnie tego typu aplikacje mają od miliona do 10 milionów pobrań. W skali zapotrzebowania na fejm, dziesięć milionów pobrań to niezbyt dużo. Jak więc radzi sobie reszta złaknionych popularności?

Polubienia, followers’ów czy subskrypcje można najzwyczajniej w świecie kupić na Allegro.

Ceny wahają się od złotówki do pięciuset złotych. Dodatkowo, by nie wyglądało to podejrzanie, fałszywe konta, które będą „nabijać nam fejm”, mogą być określonej narodowości, mieć także trochę znajomych i zdjęcia, aby wyglądały na realnych ludzi, gdyby ktoś zechciał sprawdzić, czy przypadkiem nie oszukujemy w drodze na szczyt.

Mimo, że zakupy takich fałszywych polubień liczone są czasami w setkach dla pojedynczego sprzedającego, nie każdy decyduje się na takie rozwiązanie. Przyczyną jest zwykle obawa przed zdemaskowaniem lub niechęć do wydawania pieniędzy na ten cel. Wtedy pozostają już tylko grupy tworzone specjalnie do zdobywania fejmu i próby zabłyśnięcia poprzez oryginalność, atrakcyjny wygląd czy popisy. Przeciętni poszukiwacze sławy mają od jedenastu do dwudziestu paru lat. Publikują posty skłaniające do aktywności resztę osób na grupie, takie jak ten:

a także swoje zdjęcia z prośbą o ocenę, kontrowersyjne opinie mające na celu sprowokować innych do reakcji na post, propozycje polubień za polubienia, a nawet zdjęcia z używkami lub nagością. W skrajnych przypadkach staje się to miejscami niepokojące, gdy podążający za modą, nie do końca świadomy tego, czym tak naprawdę jest sieć, zadowolony z liczby wyświetleń jedenastolatek zapala papierosa lub robi coś kompromitującego, aby tylko zwrócić na siebie uwagę i wrzuca to na swój profil.

Skrajny ekshibicjonizm w sieci wiąże się również z tym, że nie do końca jesteśmy gotowi na pojawienie się w naszym życiu takiego osiągnięcia technologicznego. „ Wszystko zostaje w Internecie”, „ w sieci nic nie ginie”, „ uważaj na to, kto może zobaczyć twoje treści” – to wszystko w uszach młodego człowieka brzmi jak pusty frazes. Nawet dorośli ludzie często nie są świadomi tego, że Internet to przestrzeń publiczna. To, że coś w danej chwili wydaje mi się na czasie, za cztery lata może mnie przecież kompromitować, a nagość czy spożywanie alkoholu będzie zawstydzające już następnego dnia.

Jeżeli nie rozbiorę się na środku miejskiego parku, dlaczego mam to robić na Instagramie?

Ludzie decydują się na taki krok nie tylko dla zarobków, dowartościowania się czy sławy, ale ze zwykłej nieświadomości. Trudno nam na razie ogarnąć laickim umysłem, czym tak naprawdę jest każdy portal społecznościowy, jak łatwo coś wykraść czy zapisać zdjęcie, zanim je usuniemy. Stąd popełniamy błędy, publikując coś, co niekoniecznie przeznaczone jest dla wszystkich oczu, a kiedy już odczujemy skruchę, nic nie da się naprawić, ponieważ w oceanie Internetu każda nasza treść jest zapamiętana i zapisana, bez względu na to, czy jesteśmy z niej dumni, czy już nie.

Pogoń za fejmem potrafi przewrócić w głowie. Oczywiście psychologicznie to zjawisko jest stare jak świat, ponieważ młodzi zawsze szukali akceptacji, zdobycia jak największej grupy przyjaciół i rozpoznawalności. Kiedyś jednak trzeba było pluć najdalej na całym osiedlu lub umieć zrobić najwięcej sztuczek na trzepaku, teraz należy mieć tysiące znajomych na FB i popularne konto na Instagramie.

Wiąże się to także z kryzysem autorytetu. Promowani ludzie nie reprezentują sobą żadnych realnych wartości, są jedynie kreacją danej wytwórni. Wszystko oparte jest na zbieraniu sztucznych monet, lajków, komentarzy. To jeden wielki „fake”. Autorytet oparty jest na fundamentach zrobionych z rzeczy, których nie ma – nie można ich dotknąć, złapać ani zatrzymać. Tak naprawdę nie istnieją, więc i sam autorytet nie istnieje. Ulotny jak Internetowa aprobata, w gruncie rzeczy pusty i łatwo powielany zanika i już dla kolejnego rocznika wyznacznikiem w życiu jest ktoś zupełnie inny, jakby tamtego nigdy nie było.

Co jednak mówią sami młodzi ludzie, którzy promują się w social mediach i zdobywają coraz większą popularność?

Postanowiłam zadać im kilka pytań, by poznać ich punkt widzenia, jednak nikt nie chciał udzielić mi odpowiedzi. Przyznanie się do tego, że próbujemy zdobywać popularność i liczy się dla nas to, ile będziemy mieć obserwujących jest wstydem. Jednak na pierwszy rzut oka widać, komu zależy na byciu fejmem – wśród obecnej młodzieży, w mniejszym lub większym stopniu, są to prawie wszyscy. Otwarte powiedzenie jednak tego, że „ tak, dążę do rozgłosu w sieci”, nie wchodzi w grę.

Fejm wyrósł na początkowo dobrej idei wybijania się w sieci na swoich realnych umiejętnościach, takich jak śpiew czy taniec, które można było z łatwością pokazać szerszej publiczności. Zdominował on jednak współczesne myślenie, bo pokazał, że nie trzeba koniecznie mieć żadnego talentu, skoro można być znanym z tego, że jest się znanym. A wszystko to jednym kliknięciem, nie ruszając się z domu. Łatwo można wykreować siebie, zatuszować wady i podawać fałszywe informacje, bo z kilku tysięcy znajomych realnie zna nas niewielu. Anonimowy, wyretuszowany, dumny z fałszywej tożsamości człowiek może bez przeszkód stać się wielką gwiazdą danego portalu społecznościowego. Pytanie nasuwa się jednak samo, czy nie warto spożytkować tej energii na coś innego?

Z tym zagadnieniem pragnę pozostawić czytelników, by sami zastanowili się, co w XXI wieku stanowi dla nich wartość. Nie po to, aby napiętnować fejmów, ale by skłonić do przeżycia tych wspaniałych lat naszej młodości w świadomie wybranej  rzeczywistości – prawdziwej lub wirtualnej.

Aniela Sobuś

Przeczytaj także: Miłość – uczucie, czy chemia?

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *