Droga do sukcesu – wywiad z Mateuszem Ziółko

Share

Marzy Ci się kariera, ale nie wiesz jak się do tego zabrać? Wiara w siebie i samozaparcie to kluczowe cechy człowieka dążącego do spełnienia. Chcesz dowiedzieć się więcej? Być może Twoją inspiracją stanie się Mateusz Ziółko – zwycięzca III edycji  „The Voice of Poland”. Przekonaj się!

Martyna Fibich: Przygodę z muzyką zaczął Pan w dzieciństwie. Czy już wtedy było w Panu tyle samozaparcia do pogłębiania swoich umiejętności, czy była to raczej forma zabawy?

Mateusz Ziółko: Mimo, że pierwsze kroki w świecie muzyki zacząłem stawiać już jako pięciolatek, to z tego co pamiętam od samego początku podchodziłem do tematu bardzo ambitnie i poważnie. Godzinami potrafiłem jako mały chłopiec przesiadywać przy klawiszach i ćwiczyć do  skutku melodie, które gdzieś tam zasłyszałem. Nie raz zdarzały się sytuacje, że moja mama musiała wręcz przekonywać mnie przeróżnymi argumentami, żebym choć na chwilę wyszedł z domu i pobiegał gdzieś z kumplami, pograł w piłkę. Potrafiłem pół dnia spędzić przy pianinie, mimo wakacji i pięknej pogody, podczas gdy moi koledzy wylegiwali się na słońcu albo szaleli nad rzeką. Muzyka wciągnęła mnie totalnie od samego początku.

Jak wspomina Pan szkołę średnią? Marzył Pan już wtedy o karierze muzycznej?

Wtedy już wiedziałem, że muzyka to mój sposób na resztę życia. To był chyba najbardziej burzliwy okres w moim życiorysie, ale też bardzo barwny i obfity w wiele ciekawych historii, które z łezką w oku wspominam do dziś :-). Już wtedy moje życie to była głównie muzyka. Zacząłem pisać swoje pierwsze piosenki, teksty i… coraz więcej koncertować. Muszę przyznać, że nauczyciele nie mieli ze mną łatwo :-). Należałem raczej do tych z rodzaju niepokornych, ale dzięki temu, że miałem też sporo nauczycieli, którzy starali się zrozumieć moje nietuzinkowe podejście do obowiązków szkolnych, udawało mi się jakoś łączyć rock’n rollowy styl życia z nauką i zawsze spadałem na cztery łapy. Z wielkim sentymentem wspominam te lata.

W wieku 15 lat założył Pan pierwszy zespół znany jako „DeVils”. Jak Pan wspomina te czasy?

Zespół DeVils i cała jego historia to chyba ta karta w mojej historii, która najbardziej ukształtowała mnie jako muzyka. Byłem młodym, pełnym ideałów i wiary w siebie nastolatkiem, bardzo zdeterminowanym, żeby zrobić coś, co pozwoliłoby mi zrealizować wszystkie moje pomysły i muzyczne wizje, których w głowie miałem tysiące. Co z tego że wiedziałem jak moja piosenka ma zabrzmieć, że słyszałem linie basu, gitary itd., ale  potrzebowałem zespołu żeby te pomysły zrealizować. Zacząłem szukać. Na szczęście trafiłem na takich samych napaleńców muzycznych jak ja   :-). I się zaczęło… Od tego momentu już wiedziałem, że scena, koncerty i muzyka to moje miejsce na ziemi. Nagrałem z chłopakami w tym okresie mnóstwo swoich piosenek. Prawdę mówiąc, nie pamiętam później w swoim życiu tak twórczego okresu. Tak na marginesie, utwór „How To Win…(a love)”, który zaprezentowałem w finale „The Voice Of Poland” napisaliśmy właśnie wspólnie z DeVils’ami. Miałem wtedy 17 lat.

Czy ma Pan przepis na to jak nie utracić wiary w siebie? Co zrobić by nie zgubić się na drodze do sukcesu ?

Wiele razy upadałem, traciłem wiarę we własne siły, w siebie. Miałem również okres, kiedy niestety strasznie się pogubiłem w tym niełatwym świecie show-biznesu, ale nigdy nie straciłem wiary w Boga. W momentach, kiedy wydawało mi się, że już więcej nie dam rady, że to co robię tak na prawdę nie ma sensu, że nigdy nie osiągnę sukcesu… W momentach największego zwątpienia, chwilami wręcz depresji, kiedy rzeczywistość przygniatała mnie do ziemi, oddawałem wszystko w Jego ręce. Wierzyłem zawsze, że nawet największe porażki i cierpienia, których doświadczam mają swój sens i dzieją się po coś. Zawsze jakoś się podnosiłem i działałem dalej, ale już o wiele silniejszy i mądrzejszy o doświadczenia błędów, których nigdy nie powielałem.

Muzyka a życie codzienne – jak to pogodzić?

Tak samo jak w każdym innym zawodzie, wszystko jest kwestią postawienia priorytetu we właściwym miejscu w danej chwili, bo rozumem, że mówimy o muzyce jako o profesji muzyka i wszelkiego rodzaju obowiązkach i wyrzeczeniach związanych z jej wykonywaniem? Choć w tym wypadku czasem trudno oddzielić życie prywatne od zawodowego. Muzyka to przecież przede wszystkim emocje, które stają się inspiracją do jej tworzenia a emocje to nic innego jak nasza codzienność, która ma przecież ogromny wpływ na nasze uczucia i czy tego chcemy czy nie, kreuje naszą świadomość. Tak więc bardzo często sytuacje z życia osobistego stają się inspiracją do napisania piosenki czy tekstu, ale traktując całą sprawę bardziej pragmatycznie, trzeba po prostu jak już zaznaczyłem, ustawić priorytety na właściwym miejscu. Kiedy jestem w domu, z rodziną staram się maksymalnie skupić swoją uwagę tylko na najbliższych, tak żeby wykorzystać ten czas, który mamy dla siebie najlepiej i jak najwięcej z niego skorzystać. Wtedy wszystkie zawodowe sprawy odstawiam na drugi plan. Z kolei kiedy siedzę w studiu, nagrywam czy po prostu ćwiczę na instrumencie lub przygotowuję się do koncertów z nowym repertuarem to zamykam się i poświęcam całą swoją uwagę tylko muzyce. Trzeba po prostu dobrze dysponować swoim czasem. Jeżeli już go komuś poświęcasz, to  rób to rzetelnie i z pełnym zaangażowaniem, bo tylko wtedy można osiągnąć maksymalny efekt swojej pracy a tym samym satysfakcję. Szkoda marnować energię na robienie czegoś przeciętnie :-).

Oprócz komponowania utworów tworzy Pan także teksty. Co jest dla Pana największa inspiracją?

Po prostu życie i emocje, które towarzyszą mi w przeróżnych sytuacjach z jakimi spotykam się na co dzień. Wiem, że może to brzmi banalni, ale od zawsze uważałem, że inspiracji nie trzeba szukać. Wystarczy po prostu czasem bardziej skupić się na tym co właśnie dzieje się wokół ciebie, próbować bardziej zrozumieć niż oceniać. Wtedy inspiracje znajdują cię same.

Jimmy Page powiedział – „Muzyka to najlepszy język do poruszenia serc ludzi na całym świecie. ”, zatem utwory muszą mieć swoje przesłanie. Stara się Pan by był to konkretny przekaz?

Podobno prawda zawsze broni się sama, więc jeśli tworzysz z potrzeby serca, bo chcesz tak po prostu swoją muzyką czy tekstem wykrzyczeć co Cię boli, dręczy czy też powoduje niepohamowaną radość to nie musisz się silić żeby twoja twórczość miała jakieś przesłanie. Wtedy właśnie to co napisałeś, skomponowałeś jest po prostu narzędziem do wyrażenia Twojego przesłania do innych :-).

Za Panem wiele sukcesów – udział w takich projektach jak „Michael Jackson Symfonicznie”, występy na jednej scenie ze światowej sławy gwiazdami, zwycięstwo w „The Voice of Poland” oraz nagranie debiutanckiej płyty. Czy już teraz uważa się Pan za człowieka spełnionego?

Nowa płyta Mateusza Ziółko- premiera w czerwcu
Nowa płyta Mateusza Ziółko- premiera w czerwcu

W pewnym sensie tak, choć ja raczej nazwałbym to poczuciem satysfakcji z wielu zrealizowanych postanowień, niejednokrotnie okupionych ciężką pracą i mnóstwem wyrzeczeń, ale boje się stanąć przed lustrem i powiedzieć sobie w twarz: „Tak stary, jesteś już spełniony!„.To trochę tak jakbyś już nie miał nic więcej do powiedzenia i zaoferowania ludziom, a ja przecież dopiero zaczynam :-). To moja pierwsza płyta, jeszcze tyle dźwięków do zagrania i tyle słów do wyśpiewania przede mną. Może jeszcze przyjdzie czas na „spełnienie totalne” :-).

Jakie są Pana plany na następne lata?

Jest jeden konkretny – grać, tworzyć i śpiewać najdłużej jak to tylko możliwe! 🙂 I nigdy się nie poddawać, bo na pewno czeka mnie jeszcze w moim muzycznym życiu wiele górek do pokonania.

Jest Pan idolem wielu młodych ludzi. Czy jest jakaś lekcja, którą wyniósł Pan dotychczas z życia, a która mogłaby być dobrą radą dla młodzieży?

Nigdy nie czułem się na tyle mądry, żeby udzielać komuś lekcji czy porad życiowych. Sam przecież w życiu popełniałem i nadal popełniam mnóstwo błędów. Kiedyś gdzieś przeczytałem taką fajną sentencję: „Żeby w życiu być kimś, trzeba najpierw być po prostu sobą”. To niełatwe w dzisiejszym świecie i społeczeństwie, które z wielką łatwością gloryfikuje i stawia często za wzór do naśladowania jakieś sezonowe, sztucznie wykreowane i niejednokrotnie nie mające nic ciekawego do powiedzenia „medialne twory”. Warto zawsze działać w zgodzie ze swoimi przekonaniami i z tym co podpowiada nam serce oraz otaczać się ludźmi, którzy cenią i akceptują nas za to jacy jesteśmy, a nie kim jesteśmy.

Rozmawiała Martyna Fibich z I LO w Szczecinie

Przeczytaj także wywiad z The Nine – zespołem z IX LO w Szczecinie

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *