Pokarm rozumu, czyli to, czego młodzież nienawidzi – felieton.

Share

Nauka – autonomiczna część kultury służąca wyjaśnieniu funkcjonowania świata, w którym żyje człowiek – ta krótka definicja ukazuje nam przedmiot, stanowiący jeden z najpopularniejszych celów życia homo sapiens, a także jest jednym ze znienawidzonych przez miliony nastolatków zajęć.

Antoni Kępiński rzekł kiedyś: „Czasami ma się wrażenie, że zwierzęta, zwłaszcza młode, są jakby naukowcami, którzy nie spoczną, póki nie zbadają tego, co ich interesuje.” Przykro mi to mówić, ale te czasy minęły, chyba, że natrafimy na cud.

Powszechnie wiadomo jaki jest cel uczęszczania przez młodych ludzi do tzw. „więzień”, które oficjalnie noszą miano szkół. Otóż celem tym jest gromadzenie wiedzy, doświadczenia, rozwijania intelektu, czy też próba nauczenia się unikania różnych błędów. Niby taki jest powód, ale tak naprawdę połowa omawianego materiału w tej placówce na nic nam się zdaje w prawdziwym życiu.

Od dawien dawna nauka była wręcz pożądanym obiektem wielu ludzi, którzy nie mieli do niej swobodnego dostępu, dlatego też o nią walczyli. Chcieli, by każdy miał do niej dostęp, a dziś  młodzież ma wręcz obowiązek uczęszczania do szkoły. Zapewne nasi przodkowie zazdrościliby nam, ale prawda jest taka, że jeżeli człowiek ma do czegoś swobodny dostęp, to tego nie szanuje, nie ceni, a nawet odrzuca. Taka jest smutna prawda. Nie potrafimy docenić tego, że mamy szansę  nauczyć się czegokolwiek. Co z tego, że nam to się nie przyda? „Nie samym chlebem żyje człowiek”!  Myślę, że tak bardzo przyzwyczailiśmy się do szkoły jako tradycji, że przestaliśmy traktować ją jako narzędzie nauki, czym powinna być – tak mawiał Tupac Amaru Shakur.

Szkoła jest dla nas okazją byśmy mogli poznać, zrozumieć istniejącą naturę, dowiedzieć się tego co się działo za nim my przyszliśmy na świat, czy też poznać rozumowanie poprzedników. Dla niektórych nawet matematyka jest fascynująca, lecz większość jej nie lubi, bo nie potrafi jej zrozumieć. Przykro mi, że większość sobie nie radzi z tym przedmiotem, ale niestety jest on obowiązkowy na maturze, więc nie marudzić i uczyć się!

Główną grupą społeczną w szkolnej placówce są nauczyciele, czyli istoty, które przed swoją jaskinią (klasą) wieszają tabliczkę z napisem „porzućcie wszelką nadzieję wy, którzy tu wchodzicie”. Coś w tym jest, ale czy to tak powinien postępować wzorowy profesor czy podwójny magister? Jak dla mnie nauczyciele powinni zachęcać nas do swych przedmiotów, a nie utrudniać nam prześlizgnięcie się do następnej klasy. Kartkówki, sprawdziany, prace domowe (we Francji jakoś nie zadają nic do domu, bo to zabronione) itp. Leniwa natura odzywa się w nas niemal natychmiast na samo wypowiedzenie tych słów. Nawet jeśli otrzymujemy beznadziejne oceny, to duże utrudnienie tkwi w nudnym szkolnym programie, który nie pozwala nam nawet na własną interpretację dowolnego wiersza. Nie pozwala, bo na maturze nikogo nie obchodzi nasze zdanie. Sorki ludzie, ale w klucz się nie wpasujemy.

Mogę jeszcze bardziej zbić was z tropu? Otóż to nie program, nie matura, nie nauczyciele, nie sama nauka jest tu problemem, ale my. My i nasze lenistwo. Komu się chce wstawać o siódmej rano, by na ósmą przyjść, posiedzieć na niekoniecznie ciekawej lekcji i pobawić się ołówkiem, czy wykonać kolejne artystyczne dzieło na marginesie lub na ostatniej kartce zeszytu? Ano nikomu. Znam ten ból, ale podobno nam się najlepiej myśli rano. Nie wiem czy to prawda czy nie, ale szczerze wolę przyjść wcześniej i wcześnie skończyć, by po południu cieszyć się „wolnością”. Oczywiście zanim się nią nacieszę, najpierw czeka mnie zadanie domowe, nauka na sprawdzian i zajęcia, które mamusia wymyśli, bo jak twierdzi – nudzi mi się, więc da mi zajęcie. Najpierw obowiązki, a potem przyjemności. Takie nasze gadanie, ale prawdziwe. Lepiej zrobić, to co ma się zrobić, porządnie się nauczyć, by na koniec roku wrzucić na luz i nacieszyć się zapracowaną wolnością.

„Ucz się ucz, bo nauka to potęgi klucz!” Pewnie sobie pomyślicie: tylko kto potem zwróci mi te wszystkie godziny spędzone przed książkami? Jesteśmy kowalami własnego losu, więc pokażmy na co nas stać. Zróbmy to nie dla nauczycieli, nie dla rodziców, babć, cioć czy koleżanek. Zróbmy to dla siebie, bo najpiękniejszą rzeczą, jakiej możemy doświadczyć jest oczarowanie tajemnicą, a to właśnie skrywa nauka.

Oliwia Pszonak, VIII LO Szczecin

Zobacz więcej felietonów:
poezja

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *