Samotnie przez Atlantyk – wywiad z Aleksandrem Dobą

Share

Aleksander Doba – polski podróżnik, który jako pierwszy w historii samotnie przepłynął kajakiem Ocean Atlantycki. Spotkałam się z nim kilka dni przed jego kolejną, trzecią już, samotną podróżą przez Atlantyk, którą miał rozpocząć 29 maja 2016 r.

Oliwia Pszonak, GM: W jednym z wywiadów powiedział Pan, że nie jest typem samotnika, więc dlaczego zdecydował się Pan na samotne podróże?

Aleksander Doba: Typem samotnika nie jestem, ale stawiam sobie ambitne zadania i czasem na liczniku kajakowym mam już 96 tysięcy kilometrów, a to już jest coś. Kiedyś nie można było pływać po naszym Morzu Bałtyckim, ale jak tylko zmieniły się przepisy, to przepłynąłem całe nasze wybrzeże, a później dalej i dalej. Wiadomo, że są dwie Ameryki na świecie, a że jestem kajakarzem turystą, to do jednej dopłynąłem z Afryki, a do drugiej dopłynąłem z Europy. Teraz mam zamiar z Ameryki do Europy płynąć. To taka kontynuacja moich turystycznych planów i zamierzeń.

O.P.: Co Pan czuł przed i tuż po podróży?

A.D.: Przed którą podróżą?

O.P.: Przed wszystkimi.

A.D.: Przed podróżami… Ja mówię, że wyprawa życia, to jest dopiero przede mną. To co było, to rozpamiętuję lub opowiadam innym, a żyję tym, co przede mną i teraz czeka mnie moja najtrudniejsza wyprawa – trzecia transatlantycka wyprawa kajakowa po zimnych wodach na północnym Atlantyku. To są takie największe emocje i frajda. Jak już kończę wyprawę… O! Warto przypomnieć sobie tę drugą wyprawę, jak dopływałem do Ameryki Północnej po 167 dobach (to prawie pół roku), to już mi zaczynało być żal, że taka wspaniała wyprawa się kończy. Już wtedy zacząłem myśleć o następnej.

O.P.: Wiem jak się Pan czuje, bo tworzący pisarz również ma podobne doświadczenia. Kończąc swoją powieść już myśli nad kolejnym pomysłem, więc ta podróż trwa w nieskończoność, ale bywały potknięcia. Co było w podróży najtrudniejsze – warunki do życia, pogoda czy może jeszcze coś innego?

A.D.: Przed wyprawami na Atlantyk obawiam się spotkania z ludźmi, bo Ci potrafią być groźniejsi od wielu dzikich zwierząt. I niestety, to się sprawdziło. W Brazylii stałem się ofiarą trzech napadów bandyckich i jeden raz szczęśliwie się obroniłem. Niestety,  w pozostałych dwóch zostałem obrabowany doszczętnie ze wszystkiego, ale to co najważniejsze – życie ocaliłem. Tylko paskudne wspomnienia zostały, a tych napadów z bronią palną i sieczną nikomu nie życzę. No cóż…, to było najtrudniejsze, a jeśli chodzi o żywioł, to na drugiej wyprawie miałem osiem sztormów i fale do dziewięciu metrów, ale to już było mniej groźne, niż spotkanie z bandytami.

O.P.: Czy bywały takie sytuacje, że miał Pan chwile słabości, zwątpienia czy ta podróż może się udać?

A.D.: Nie, takich momentów to dosłownie nie miałem. Byłem dobrze przygotowany do tego, co może mnie spotkać i jedynie co robiłem, to podziwiałem potęgę żywiołu. Nie obawiałem się, bo miałem zaufanie do kajaka, że wytrzyma te warunki, które były takie, jak mniej więcej się spodziewałem. Dobrze, że nie miałem ani jednej chwili zwątpienia, czy powiedzmy takiego jakiegoś autentycznego strachu o życie podczas walki z żywiołem.

O.P.: Czego się Pan nauczył podczas podróży?

A.D.: Ja w podróżach wykorzystywałem całą moją wiedzę życiową i kajakową (różne umiejętności), ale nauczyłem się jednak, albo raczej zrozumiałem, że jeśli się dobrze przygotuję i rozeznam w terenie, to zrobię rzecz dla innych niemożliwą. Ja jestem inżynierem mechanikiem, więc nie miałem większych problemów z organizacją wypraw. Jeżeli dobrze się przygotowałem i rozplanowałem to wszystko, to potem wszystko szło jak z płatka. Raz jest lepiej, a raz gorzej, ale chwil załamań i wątpliwości to nie miałem. Dobre przygotowanie, nie na „hurra”.

O.P.: Zgadzam się z Panem. Trzeba wszystko od A do Z zaplanować przed tak ważną, a zarazem niebezpieczną podróżą. Czy w odniesieniu do swych podróży atlantyckich stwierdzenie „potrzeba matką wynalazków” jest prawdziwe? Chodzi mi o to, czy podczas podróży musiał Pan improwizować, jeżeli coś się zepsuło?

A.D.: Oczywiście, a zwłaszcza w tej drugiej podróży. Chwaliłem się wtedy, że pomimo małej ilości materiałów odpadowych i narzędzi, potrafiłem zbudować sobie dodatkową osłonę, czyli taką ściankę chroniącą przed falami. Samoster wymyśliłem i zamontowałem (to wszystko działało), a także inne drobne rzeczy, bo ja jako inżynier jestem taki, że jak coś mi dolega i coś nie działa, to staram się rozwiązać (co ja mogę zrobić), a nie narzekać, biadolić „o tam źle”, „to nie działa” itp. Staram się znaleźć odpowiednie rozwiązanie, a jeszcze kiedyś, spełniłem kilkadziesiąt mych pomysłów. Zapisałem wcześniej na kartce, to co trzeba w kajaku przerobić, jak skończę daną wyprawę. Działałem również naprzód   co mogłem zrobić, naprawić to naprawiłem, a co nie – to w przyszłości trzeba zrobić.

O.P.: Czy miał Pan kogoś w życiu, kto był dla Pana idolem, inspiracją w tych podróżach?

A.D.: Ja często cytuje sobie Ernesta Shackletona – to był irlandzki badacz (głównie Antarktydy). Cytuję ludziom dwa jego zdania. Tylko ja w wypowiedzi zmieniam jedno słowo – pierwsze. „Morze” zamieniam na „woda”, bo jest to wtedy bardziej uniwersalne. To co teraz powiem, jest bardzo ważne: „Woda to jest żywioł, którego nie zwycięży się nigdy. Można być jedynie niepokonanym.” Trzeba mieć respekt przed żywiołem i zapoznać się z nim, nie szarżować i chronić to co najważniejsze – życie. To jest istota rzeczy, przy kontaktach z wodą   pływanie wpław, kajakiem, jachtem i podobnymi rzeczami, które są związane z tym żywiołem.

O.P.: Te wszystkie Pana wyprawy, to było Pańskie marzenie. Tak więc   czy warto spełniać marzenia?

A.D.: Pewno. Jak ktoś ma marzenie to chce, żeby ono się spełniło. Ja tak mówię, że część marzeń starajmy się zamienić w ambitne plany, a potem dzięki odpowiedniemu przygotowaniu je realizować. Potem okazuje się, że można zrobić coś, co wydaje się niemożliwe.

O.P.: Ważna lekcja się w tym kryje. Dziękuję Panu za ten wywiad.

A.D.: Dziękuję bardzo. Życzę też wszystkiego dobrego i realizować te marzenia, ambitne plany. Jeśli się dobrze przygotujemy, to wtedy można góry przenosić.

Wywiad przeprowadziła Oliwia Pszonak,
klasa 2C, VIII Liceum w Szczecinie

autor zdjęcia: Magdalena Czopik

Aktualizacja:

Aleksander Doba, ze względu na uszkodzenia sprzętu, spowodowane uderzeniem fali przybojowej w kajak przerwał III Wyprawę Transatlantycką. Na swojej stronie pisze: „Podjąłem decyzję o przerwaniu wyprawy. Zamierzam kontynuować moja Trzecią transatlantycką wyprawę kajakową  w maju przyszłego roku.”

http://www.aleksanderdoba.pl/wyprawy/trzecia-wyprawa-transatlantycka/

Przeczytaj także wywiad z kapitanem Husarii Szczecin
futbol amerykański Husaria Szczecin

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *